dzis wracalem ze szkoly z kolega i przed swiatlami typek zahamowal, i kolega nie zdazyl wyhamowac, po czym zatrzymal sie na samochodzie przed nim... jak wysiedlismy, okazalo sie ze jest to bardzo male zadrapanie na samochodzie drugiego kierowcy (ok 1cmx5cm)
obaj doszli do wniosku ze policji nie trzeba zawiadamiac, a gdy kolega powiedzial ze moze dac mu z 20-50zl, drugi kierowca powiedzial ze go to nie rajcuje..
tamten kierowca spisal polise mojego kolegi, wzial jego nr telefonu, spisal dane i powiedzial ze zobaczy czy bedzie trzeba sciagac kase z ubezpieczenia... kolega nie wzial zadnych jego danych ani nr telefonu (wszystko ze stresu)
ten drugi kierowca wzial na jakiejs kartce napisal cos takiego: "dnia tego i tego, o godzinie blabla, na strzyzowaniu ulic tej i tej, wjechalem w tyl samochodu o nr rej
teraz kolega ma dylemat czy wszystko zrobil co mogl... i tu wasza prosba.. co powinien jeszcze zrobic? a moze wszystko jest ok?
dodam ze zadrapanie na samochodzie bylo naprawde male... w sumie to trzeba bylo przeczyscic to miejsce z brudu zeby zobaczyc te ryski... moze nie bedzie trzeba sciagac kasy z ubezpieczenia?
co o tym myslicie? znajomy sie przejmuje troche ;d














