Ja skręcam w ten sposób:
|| Warunek - droga pusta dlatego nie bierzemy kwestię zatrzymywania się ||
1: kierunek -> sprzęgło -> zrzucenie biegu na którym dojeżdżałem (4, 3) -> przyhamowywanie
2: na sprzęgle oczywiście wrzucenie 2 i przyhamowywanie ciąg dalszy
3: puszczenie hamulca -> noga nad gazem -> ciągle jadąc na sprzęgle staram się je puszczać i jednocześnie dodawać troszkę gazu
4: tutaj dopiero sprzęgło puszczam do końca i dodaję bardziej gazu
5: gaz
Moim zdaniem tak robi większość ludzi, przynajmniej te osoby z którymi gadałem o tym. A na nauce jazdy uczą inaczej:
1: kierunek -> sprzęgło -> zrzucenie biegu dojazdowego
2: wrzucenie dwójki i powoli puszczenie sprzęgła żeby silnik zaczął jechać na dwójce a samochód dalej ciągnął po prostej - nie był jeszcze w zakręcie
3: noga na gaz i powoli skręcamy na wbitej dużo wcześniej dwójce
4: gaz w podłoge
5: ziuuuuuum
Nie wiem która opcja jest w porządku tak na prawdę wiem jednak że opcją numer dwa jest mi raz że bardzo niewygodnie, a dwa że krócej się dotaczam hamując silnikiem bo muszę wcześniej sporo hamować żeby dwójka miała jako takie obroty a i tak silnik wyje bo ma ponad 2000-3000.
Jak powinno być? Jak Wy robicie?