17 Kwi 2026, 17:22
Witam. Nieprzyjemna sytuacja. Samochód peugeot 508, wersja poliftowa. Pies wybiegł mi na drogę i go uderzyłem. Samochód został lekko (przynajmniej tak mi się zdawało) uszkodzony. Właściciel psa nie chciał się dogadać. Wezwałem policję, która obarczyła winą właściciela psa, nałożyła mandat i przedstawiła trzy rozwiązania. Dogadanie się, naprawa na ubezpieczenie właściciela psa, założenie sprawy cywilnej. Ja nie chciałem się dogadać, chciałem naprawę z ubezpieczenia, ale właściciel nie chciał podać danych z ubezpieczenia (prawdopodobnie nie ma) i myślałem, że zostało założenie sprawy cywilnej. Na własny koszt oddałem samochód do ASO, żeby wycenili szkody i byłem w szoku, bo szkodę wycenili na 18 tys zł (zderzak do wymiany i malowania - pęknięte zatrzaski, nowa lampa do jazdy dziennej do wymiany - pęknięte mocowania, błotnik prawy do wymiany i malowania - lekkie wgniecenie. Dowiedziałem się, że mogę skorzystać z AC. Podobno w takim przypadku ubezpieczalnia zgłasza się po zwrot pieniędzy z naprawy do właściciela psa i ten jeśli nie chce zapłacić to sprawa trafia do sądu. A w momencie gdy ubezpieczalnia otrzyma zwrot kosztów, to ewentualna moja zwyżka na AC zostaje anulowana.
Problem w tym, że dzwoniłem do swojej ubezpieczalni (link4) i dowiedziałem się, że żeby był regres ubezpieczeniowy to potrzebne jest OC właściciela psa, a jeśli ten takiego nie posiada to sprawę zostawiają, a ja po prostu będę miał zwyżki AC. Czy ktoś może był w podobnej sytuacji albo słyszał o czymś takim i powie jak to się skończyło?